Od kilku lat w medycynie estetycznej trwają intensywne badania nad zastosowaniem przeszczepów własnych komórek w celu „odmłodzenia” skóry. Podczas tegorocznego Międzynarodowego Kongresu Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, który miał miejsce w we wrześniu br. w Warszawie, poświęcono tej tematyce sporo uwagi. Dlaczego ta metoda wydaje się nam lekarzom aż tak interesująca..?
Kosmeceutyki robione na zamówienie nie są już nowością, ale serum przygotowane z własnej krwi...?! Bardziej osobistego specyfiku nie sposób sobie chyba wyobrazić! Krem o nazwie Methode Celljeunesse jest stosowany już w krajach Europy zachodniej. Do Polski wszedł w październiku 2009 r. Jest to w pełni zindywidualizowany krem / serum – wytwarzane z własnej krwi pacjenta i jak zapewniają producenci prawdziwy „naturalny koktajl młodości” skóry.
Usłyszałam dzisiaj rano komunikat o świńskiej grypie. Oczywiście nie pierwszy, bo w mediach aż huczy od najnowszych doniesień o owej chorobie. Wielu nieszczęśników nie sypia nawet po nocach od tego nadmiaru informacji.
Jak co dzień obudziło mnie słońce, które zwykłam nazywać szarością dnia codziennego. Bardzo naiwnie pomyślałam przez chwilę o różdżce zmieniającej świat na lepsze. Wszyscy oczywiście wiedzą, że czegoś takiego po prostu nie ma. Okazuje się, że można się spierać na ten temat. Różdżka rośnie w ogródku.
Co mądrzejsi apelują: dbaj o zdrowie jesienią. Rzeczywiście, nie wiem jak wy, ale ja czuję się zmęczona. Mimo to powiem to po raz kolejny: jesień to moja ulubiona pora roku.
Herbata jest wiecznie zieloną rośliną kilku odmian jednego gatunku - herbaty chińskiej (Camellia sinensis), dawniej zaliczano je do rodzaju Thea. Ma skórzaste liście, małe, białe lub różowe wonne kwiaty i niewielkie brązowe, zdrewniałe owoce.
Godzina: 7:00. Instrukcje szefowej: „100 osób, 8 dań, 4 kelnerów, przyjęcie weselne pamiętaj, nie nawal, bo to wpływowi klienci, nadzorujesz resztę obsługi, to dzisiaj szef kuchni”. Tylko tyle, a może aż tyle? Z jednego zdania mam wywnioskować, jak będzie wyglądał dzień mojej pracy. Właściwie nie dzień, a doba, bo tutaj dzień to 24 godziny. Szef kuchni – niezadowolona z życia kucharka z napisem na czole „wszystko wiem najlepiej”. Zadaję pytanie i wcale nie przejmuje się, że mnie zignorowała. Pytam jeszcze dwa razy. Ok, z jej chaotycznej wypowiedzi można wywnioskować jedno: to będzie najdłuższa doba w moim życiu. Nie proszę o powtórzenie, bo przecież nie będę ryzykowała życiem.
Wsiąść do pociągu... ale nie byle jakiego pani Marylko, tylko w stronę Katowic. A ponieważ jest wczesny ranek, moje myśli biegną nigdzie indziej, jak w kierunku dużego, niebieskiego kubka pełnego parującej cieczy koloru kawy z mlekiem. Przepraszam, bo to jest kawa z mlekiem. Właściwie to materialnie jej nie ma, ale w mojej głowie czuje nawet jej kuszący zapach. Prawda jest taka: uzależniłam się od kofeiny. Prawda numer dwa: nie ja jedna.