Na twarzy od niecałego roku wyskakują mi podskórne gule, nie są to zwyczajne pryszcze, bo nie można ich wycisnąć, nawet przekuwając je nie wypływa ropa, a osocze lub krew. Tworzą się bardzo głęboko pod skórą, w ogóle nie przypominają pryszcza. Same się pojawiają i jeśli ich się nie męczy to same znikają po jakimś tygodniu, po czym przy końcowej fazie znikania pojawia się kolejny taki sam w innym miejscu.
Na początku pojawiania się czuć pod skórą lekko bolące stwardnienie, wydaje się jakby było maksymalnie pod skórą, bo naciskając na to czuje się opór skóry. Stopniowo powiększa się, i zaczyna czerwienieć. Większość z nich ma ok. 1-1,5 cm średnicy(nie na ciągam nic, bo przed chwilą zmierzyłem, i na dodatek jest to ten z mniejszych), co sprawia, że nie da się tego nie zauważyć. Praktycznie nie ma przerw w ich występowaniu.
Obecnie na wakacjach mając dużo słońca przez 2 miesiące wyskoczyło zaledwie kilka, co mnie bardzo ucieszyło, ale teraz wracają znowu. Byłem u demratologa 2 razy i wypisał 2 razy to samo, płyn do smarowania rano, czuć alkohol, i taką zawiesinę na noc. Smaruje nimi regularnie od 2 tygodni i nic nie pomaga. Wcześniej używałem troche nieregularnie, bo bardzo wysuszało mi skóre.
Na prawdę prosze o pomoc, bo już ledwo wytrzymuje to psychicznie, dopiero co cieszyłem się, że już przestają wyskakiwać, a zaczęły znowu.
Ktoś mi zasugerował, że to może być na tle nerwowym, ale ciężko mi się nie denerwować, skoro wyskakują coraz to nowe, wyglądają tak tragicznie, że nie wychodzę z domu jeśli nie muszę.
Mogę opisać coś więcej, jeśli potrzeba.
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź, łącznie oddano 1 głos
Oddano 1 głos



















