Ja zaraziłam się świerzbem w pracy. Byłam wtedy w
ciąży i mogłam stosować tylko maść Wilkinsona na paście cynkowej- jest bardziej skuteczna od samego Wilkinsona bez pasty cynkowej. Smarowałam też 2-letniego synka a mąż stosował Jakutin wg ulotki w środku.
Ja wcierałam bardzo silnie i dokładnie w kazde swędzące miejsca a następnie równie dokładnie w całe ciało maść Wilkinsona na paście cynkowej.(Na recepcie było napisane Unguentum Willkinsoni Pastae Zincii). Lekarz przepisał mi opakowanie 200g ale mi nie wystarczyło i w trakcie kuracji mąż lecial do lekarza po jeszcze dwie recepty. Maść tę dostałam w aptece w Łodzi na ulicy Limanowskiegi 80 po długich poszukiwaniach. Jacutin dla siebie mąż szukał dzwoniąc do 50 aptek, aż znalazł stare zapasy, bo podobno jest brak produkcji i nie ma już w hurtowni. Tak więc trzeba szukać, która apteka ma taki zalegający lek...(telefony aptek w google-wpisać np.: apteki Łódź).
Przed leczeniem wyprałam w 60 st ubrania od stóp do głów- skarpety, bieliznę, spodnie, bluzki itd dla siebie i męża, które założyć miałam bezpośrednio po kuracji, no i pościel - wyjmowałam z pralki i wieszałam to wszystko w rękawiczkach a potem dokładnie to wyprasowałam w rękawiczkach gumowych, uważając by nie dotykać tego z niczym zakazonym, aby nie spadło na podłogę i zapakowałam w nowy worek z grubej folii i polożyłam na szafie, gdzie ten świerzb chyba nie miał okazji zawędrować. No i czekałam na urlop męża, żeby ktoś normalnie wyglądający byl w domu...
W całym domu unosił się zapach starej wędzonej ryby, no ale cóż... wcierałam tę maść dokładnie z przekonaniem, że taka dokładność zadusi tego owadzika w mojej skórze,- tak jakby to był balsam samoopalający Garniera... I tak 8 razy- 4 dni po 2 razy dziennie bez kąpieli. Kiedy musiałam umyć ręce(po wizycie w wc), to zaraz aplikowałam ochronną warstwę tej maści, żeby sk... nie dostał powietrza. Tak samo, gdy zapomniawszy się podrapałam- zaraz uzupełniałam pancerzyk z maści. Moja bratowa, która jest pielęgniarką, powiedziała, że ten pasożyt musi się udusić pod tą maścią i żebym się nie drapała, bo inaczej to będę smarować- śmierdzącą maścią od której mnie mdliło i bolała głowa- swojego noworodka, jeśli się nie wyleczę do porodu. Dlatego tak dokładnie to opisuję- tu trzeba sobie wyobrazić, że ten owad trochę podobny do roztocza- jest widoczną czarną kropeczką i nawet jeśli coś wydaje się czyste, to jest prawdopodobnie zakażone! I jeśli mój mąż założyłby po leczeniu skarpetki w których chodził przed leczeniem, to mur beton świerzbik będzie przyczyną moich nowych ran i blizn po drapaniu zwłaszcza na łydkach i wierzchu dłoni.
Mąż smarował się Jakutinem( po gorącej dokładnej kąpieli ochłodzić ciało) na 12 godzin- cała noc, rano zmył ciepłą wodą bez mydła i wieczorem znowu smarowanko i tak przez 3 dni. Tak więc ja zaczęłam dzień wcześniej od niego, żeby równo skończyć. Tą maścią smarowaliśmy też naszego 2-letniego synka, mimo małych obiawów- 2 krostki i się nie drapał - no ale musi cała rodzina...
Kanapy zabezpieczyliśmy wielką folią- żeby świerzb zdechł pod nią w ciągu 4 dni bez żywiciela - czyli nas. Pluszowe zabawki wyprałam w pralce w 60 st (ale był płacz małego, bo zobaczył swoje misie po kąpieli a nie mógł ich dotknąć..) Wszystko, co już było teoretycznie CZYSTE dotykałam w rękawiczkach uważając, żeby nie dotknąć do ubrania na sobie. Ciągle latałam z myciem podłogi, bo sypało się z nas -od tej maści- czarne wiórki zapewne z mikroskopijnymi świerzbiątkami. Kiedy mały spał umyłam w rękawiczkach- wszystkie klocki, autka, jeździki, przetarłam czystą szmatką sztywne książeczki i wyniosłam na strych w workach. Ostatniego dnia kuracji mały nie miał już czym się bawić, więc cały czas musieliśmy do niego gadać, żeby nie płakał.
Po kuracji kąpiel z mydłem siarkowym, ale najpierw doszorowałam się proszkiem do prania...-i tak nie całkiem skutecznie. ZAŁOŻYLIŚMY UBRANIA Z WORKA Z PRZED KURACJI i zaczęło się wielkie sprzątanie. Czystego już Małego zabrał dziadek na 3 dni jak mówiliśmy mu - na wakacje- dobrze,że lubił zostawać u babci...
Naprawdę trzeba postępować z tym gadem-owadem bardzo poważnie, bo można się leczyć latami. Wyrzuciliśmy wszystkie pantofle z domu- kupiliśmy przedtem klapki pod prysznic i teraz takie serwujemy nawet gościom(- po prostu można je umyć w gorącej wodzie z płynem). Umyliśmy meble cm po centymetrze, wypraliśmy pościel i ręczniki w 90 st, ubrania w 6o st i na strych na 5 dni suszenia.. Okazało się, że przed kuracją zapakowałam do worka za mało czystych ubrań i musieliśmy sprawić sobie zakupy-(co akurat mnie się spodobało).Zdjęliśmy folie z wersalek i łóżeczka, odkurzyliśmy je dokładnie odkurzaczem. Potem podłoga z kapką domestosu, potem gorącą wodą z płynem i 3 dni mieliśmy dla siebie...
No a 4 dnia wróciły zabawki i nasz Mały. Miejmy nadzieję, że jeden z bohaterów tej opowieści już do nas nie wróci...............
Pozdrawiam i życzę DOKŁADNOŚCI! Pamiętajcie że, jak ktoś już napisał na
forum o świerzbie, że wystarczy jedna zapomniana skarpetka i macie problem od nowa!
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź